Po pasjonującym widowisku, Real Astromal zremisował u siebie z Grunwaldem Poznań 22:22. Rzuty karne lepiej egzekwowali leszczynianie, dzięki czemu zdobyli tylko i aż dwa punkty.
To był prawdziwy mecz walki, jak na derby przystało. Od początku drużyny toczyły zażarty bój na parkiecie i grały bardzo twardo i agresywnie w obronie. Po 5 minutach na tablicy widniał remis po 2. Na pierwsze prowadzenie gospodarze wyszli 60 sekund później. Błyskawiczną kontrę skutecznie wykończył Krzysztof Meissner. Ten sam zawodnik trafił również w kolejnej akcji i mieliśmy 4:2. Taki stan nie utrzymał się zbyt długo. Po niecałym kwadransie było już po 4, a chwilę potem nawet 4:5. Goście byli zdecydowanie groźniejsi w ofensywie. Dochodzili do okazji, ale z rzadka pokonywali kapitalnie dysponowanego Fryderyka Musiała. Bramkarz dwoił się i troił, by tylko utrzymać przy życiu całą drużynę. W 24 minucie Grunwald prowadził 8:6, ale na przerwę obie ekipy schodziły przy rezultacie 9:9.
Obraz gry nie uległ zmianie po drugiej części. Nikt nie chciał odpuścić, a zawodnicy ścierali się o każdy centymetr boiska. W 39 minucie notowaliśmy 13:11 dla klubu ze stolicy Wielkopolski. W kolejnej fazie lepiej prezentowali się podopieczni Macieja Wieruckiego. Odrobili straty z nawiązką i w 45 minucie, kiedy to na listę strzelców wpisał się Piotr Łuczak, ponownie objęli przodownictwo 16:15, a następnie systematycznie powiększali przewagę. W 48 minucie było nawet 19:16. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Sytuacja obróciła się po trzech faulach w ataku z rzędu, jakie popełnili leszczynianie. Z korzystnego wyniku zrobiło się po 19. Ostatnie fragmenty to prawdziwa wojna nerwów. W 59 minucie bramkę na 22:21 zdobył Meissner. Ostatnie słowo należało jednak do poznaniaków, a konkretnie Damiana Bajki, który rzucił gola na 22:22. Warto dodać, że na kilka sekund przed końcową syreną do siatki trafił jeszcze Krzysztof Misiaczyk. Tej bramki sędziowie nie mogli uznać, ponieważ wcześniej trener Wierucki poprosił wcześniej o czas. Skończyło się wszystko na rzutach karnych.
W nich skuteczniejsi okazali się być gospodarze, choć potrzebowali do tego drugiej serii. Decydującą siódemkę na 6:5 wykonał weteran I ligi, Misiaczyk. Tym samym Grunwald jest pierwszą drużyną, której udało się wywieźć jeden punkt z Leszna.
Teraz przed Realem Astromal niezwykle ważne mecze, mogące zadecydować o tym, kto zajmie pierwsze miejsce w tegorocznych rozgrywkach. Za tydzień zmierzą się na wyjeździe z czwartą w tabeli Ostrovią Ostrów Wlkp., a 16 marca podejmą lidera z Piekar Śląskich.
Bramki dla Realu Astromal Leszno zdobywali: Marcin Jaśkowski 8, Piotr Łuczak i Krzysztof Meissner po 3, Jakub Wierucki, Marcel Zdobylak i Michał Przekwas po 2 oraz Hubert Szkudelski i Alan Raczkowiak po 1.
